Napisano 21 październik 2010 - 17:50
Po pierwsze, Zawsze jest podtekst... Nie uwierzę przenigdy w coś takiego, że fotograf może robić zdjęcia nagiej kobiecie i koszowi owoców, mając w obydwu przypadkach jednakowe, chłodne i profesjonalne podejście. Kiedyś bardzo podziwiałem zdjęcia Jerzego Kośnika i zazdrościłem mu tego nie-osobistego stosunku do fotografowanych kobiet, pozwalającego nawet pracować przy zdjęciach z własną żoną. Okazało się, że jednak kobieta pewnego dnia nie wytrzymała i odeszła. Konkretna i właściwa przyczyna nie jest moją sprawą, ale chyba jednak nie było całkiem bez emocji...
Nie wiem, czy pamiętacie "zloty" na zamku w Książu (może starsi koledzy), bo ja pamiętam i nawet byłem na jednym z nich. Z grubsza wyglądało to tak, że gdzieś tam pojawiała się mniej, lub bardziej rozebrana modelka, a za nią tabun facetów po sześćdziesiątce, ubranych w kamizelki fotograficzne i uzbrojonych w każdy możliwy sprzęt, z przewagą super jasnych szkieł o ogniskowych między 80, a nawet 300mm. Myślicie, że zastanawiali się nad kompozycją? Mieli jakąś koncepcję na pokazanie dziewczyny w ciekawy sposób? Nic podobnego. Większość z nich miała obiektywy wycelowane prosto w tak zwane "intymne okolice", co było świetnie widoczne, zwłaszcza gdy się stało z boku.
Oczywiście akt doskonały gdzieś istnieje, ale zawsze jest podszyty seksem, co oczywiście wcale nie jest złe, tylko że trudno się dziwić paniom, z ich długim zastanawianiem się, czy wyrazić zgodę na "rozbierane zdjęcia". Jeśli ktoś mi tu powie, że jest to tylko sztuka i nic więcej, to odpowiadam mu prosto w oczy, że kłamie. Koniec, kropka.
Zastanawiam się nad jakąś mądrą sentecją i dochodzę do wniosku, że wszystko już było...
A ja chcę zostać przodownikiem, więc śmiało Towarzysze, klikajcie

jak tylko możecie...
Tak przy okazji, chciałbym kupić Mentora.